głos mają poloniści
chciałbym móc pozwolić sobie na efektowną pointe. Dobitnie podsumować moje znaleziska, powiedzieć dokładnie o co w tym wszsytkim chodzi. Ale to w moim odczuciu oznaczałoby brak szacunku dla czytelnika. i całe to pisanie, szukanie, tropienie nie miałoby sensu..
pamiętam lekcję pierwszą, kiedy po napisaniu pierwszego sensacyjnego w moim odczuciu tekstu dostałem od mojego redaktora prowadzące jego okrawki, pozbawione emocji, jakieś takie chłodne, nie moje. Wyciął wszystko co do czego byłem przywiązany, wszystkie smaczki, które tak pieczołowicie zbierałem. Wyciął i słusznie. Bo dzisiaj już wiem, że moje smaczki, urodzone w mojej głowie spostrzeżenia były kodem zrozumiałym tylko mnie, że przez przegadane fragmenty przepełnione moją młodzieńczą gorliwą naiwnością mówiąc krótko wyszedłbym na żółtodzioba.. jeśli nie gorzej.
z drugiej strony liczenie na to, że czytelnik się domyśli jest jak czekanie na to, że ktoś zrozumie od początku do końca mojego bloga.
Różnie bywało, kiedyś nawet jedna małośliczna i średniomądra pani stanowczo żądała sprostowania, jeszcze zanim tekst się ukazał.. kiedyś napisałem taką pierdołę, że cieszę się, że nie poszła w dużym nakładzie.
mój dziwny nastrój, oprócz chłodu i psiej pogody, potęguje dzisiaj cała ta paplanina o kaczmarskim. Nie mam siły tego słuchać. Totalne przegadanie. Zamiast oddać mu głos - przynajmniej ten raz w roku, gadanie, bo konferencja naukowa, bo znajomość kaczmarskiego może być kryterium doboru dziewczyny, z którą się spotyka, bo nagroda kaczmarskiego, bo bard solidarności, interpretacje kaczmarskiego w wykonaniu szymona wydry czy jakiegoś takiego jemu podobnego, do głosu dorwali się poloniści… A wystarczyłoby włączyć play. Włączyć i słuchać. Ten jeden jedyny raz nie analizować - bo kogo to obchodzi…
tagi: polska | życie | pod rozwagę | społeczeństwo | śledztwo



Napisz odpowiedź