deadman walkin’
zastanawiam się co się tak naprawdę wydarzyło… wyglądam jak dorodny bakłażan… poruszam się jak prototyp pinokia. nawet jeśli zrobię obdukcję, to co mam sobie ją przykleić na ścianie i czekać aż ktoś zapuka do drzwi mówiąc “sorry man, zaszło nieporozumienie”? A może wpadłem na drzewo, które nienawidzi zapachu tequili, a może w końcu zemściły się na mnie schody. Ciemność widzę. Jutro umówiłem się na kolejne spotkanie. Mam dziwne przeczucie, że powoli docieram do sedna sprawy. Koleżka, który zginął w wypadku wcale nie był tym za kogo wzięły go media. Wiem, znaleźli dokumenty, ale przecież nikt go nie zidentyfikował, nikt nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić czy dokumenty nie były kradzione. Nikt nie zauważył, że ich właściciel miał na moment wypadku wiarygodne alibi.. za dużo pytań. Jeśli nie on zginął - to kto. Jeśli jego samego nie interesuje to, że właśnie zszedł z tego świata, to czemu ja się w to wpieprzam. Hahaha grand pressa i tak nie dostanę. Prędzej mi kaktus.. No nie ważne gdzie wyrośnie.
tagi: polska | życie | dziennikarstwo | społeczeństwo



Napisz odpowiedź