prowokacja

jednak rekonwalescencja i relanium.. scena jak z tandetnego filmu.
W naszej rozmowie zarzekał się, że do jego budynku nikt nie wejdzie bez jego wiedzy. Monitoring, ochrona, psy, drut kolczasty, nie wiadomo co jeszcze. Kiedy poszedłem tam w dzień udając, że rozdaję uloty ochrona strzelała do mnie gumowymi kulkami. Kiedy próbowałem ustawić fikcyjne spotkanie z pracownikami zmienił im godziny pracy. Tymczasem okazało się, że wejść to jak zwykle żaden problem. gorzej z wydostaniem się na zewnątrz. Te jego przydupasy wszędzie węszą. Wyłaniają się niewiadomo skąd. Na swoim terenie są mili i grzeczni. Ale prędzej czy później każdy popełnia błąd.

po co tam polazłem? żeby się przekonać jaki ze mnie supermacho, naoglądałem się heroesów i chciałem przechodzić przez ściany, albo jeszcze lepiej powiedzieć, że “przybywam w pokoju”. Mogłem zarzucić tekstem z psów, mogłem wyrwać chwasta, mogłem przynajmniej zemdleć a stałem i jąkałem się jak uczniak. Co zyskałem? Nowych wrogów? no i chyba zrobiłem z siebie idiotę.

 
tagi:

~ - autor: jayson blair w dniu 27 luty, 2007.

Odpowiedzi: 2 to “prowokacja”

  1. zadnych przepychanek ani krwi? nie postarali sie, lol.

  2. tez słyszałam, ze niektore firmy pozwalają sobie na dosc wymyślne pozbywanie się intruzów…czasami lepiej odpuścić.

Dodaj komentarz